Blog naukowy z Warszawy. Zdobądź edukację z języka francuskiego, nauki gry na perkusji!

Nasze szczęście ma swe źródło w szczęściu partnera

Kto kocha, ten się nie kłóci c o zjemy dziś na kolację, co będziemy robić w weekend, jakie prezenty przygotujemy dla rodziców pod choinkę, czy pojedziemy rowerami, samochodem czy metrem? Odpowiedzi na te zwykłe pytania nie sprawiają zakochanym najmniejszego kłopotu. Oboje myślą tylko o tym, żeby wyjść naprzeciw życzeniom partnera i żeby go widzieć szczęśliwym. Jeżeli partner nie dość jasno wyraża swoje pragnienia, to trzeba się zorientować, która z propozycji odpowiadałaby mu najbardziej i dostosować się do tego.

Nie jest to jeszcze tłumienie własnych potrzeb i poglądów. Nasze szczęście ma swe źródło w szczęściu partnera. Na tym polega miłość. Nawet wtedy, gdy uwzględniane są życzenia tylko jednej strony, ponieważ akurat ona szybciej podejmuje decyzje lub wyraźniej precyzuje swoje oczekiwania, miłość nie doznaje (początkowo) żadnego uszczerbku. Zakochani nawet nie zauważają tej nierównowagi. Kiedy w niedzielny ranek wstają szczęśliwi i trochę zmęczeni z powodu nocnych doznań, wpadają w zachwyt nad śniadaniem, które on/ona przygotowała. I choć do tej pory byli święcie przekonani, że nie potrafią zacząć dnia bez porządnego śniadania z herbatą i kanapkami z wędliną, to teraz są w pełni usatysfakcjonowani kawą i bułeczkami z masłem i dżemem pomarańczowym.

Kawa czy herbata, kino czy teatr, dyskoteka czy nocny spacer, debata polityczna lub pokaz slajdów u znajomych – takie problemy są bez znaczenia, gdy zakochani siedząc przy śniadaniu mieszają sobie wzajemnie miód w herbacie. „Zrobimy, jak zechcesz” – mówi on. A ona: „Zrobimy, jak ty zechcesz”. I myślą tak naprawdę. Nie dopuszczają do siebie myśli, że stan ten mógłby się kiedyś zmienić. Do rozpuku zaśmiewają się z wiecznych dyskusji zaprzyjaźnionej pary dokąd wybrać się na urlop, do Włoch czy do Anglii. „Przecież to wszystko jedno!” – próbowali załagodzić spór. „Poza tym można przecież pojechać w tym roku tu, a w przyszłym tam. Byłby wtedy wilk syty i owca cała”. Próby mediacji były jednak daremne. Zakochani nie mogą tego pojąć i stwierdzają, że miłość ich znajomych chyba już wygasła.

Na szczęście mylą się, ponieważ sami wkrótce się posprzeczają i wcale to nie będzie oznaczało końca ich uczucia. W pierwszej chwili będą przerażeni jak wszyscy, którzy po okresie harmonii napotykają na trudności w postaci różnicy charakterów czy upodobań. Żadna, nawet największa miłość, nie zdoła ich całkowicie zatrzeć. Na przykład: ona zaprosiła do ich nowego mieszkania swoją matkę. On jest w tej chwili tak zapracowany, że nie zniósłby gości w domu, zwłaszcza zaś jej wymagającej matki. Ona: „Ale ja już się umówiłam z mamą i nie masz pojęcia, jak bardzo się ucieszyła z mojego zaproszenia”. On: „Wiesz doskonale, że ten nawał pracy cholernie mnie stresuje”. Ona: „Nie, nie miałam o tym pojęcia”. On: „Wiesz przecież, jaką mam sytuację, mogłaś to zrozumieć”. Ona: „Mogłeś mi o tym powiedzieć. To irytujące, że wszystko trzeba z ciebie wyciągać”. On: „Mówienie ci o czymkolwiek najczęściej nie ma sensu, bo ty i tak nie umiesz słuchać, albo nic nie rozumiesz.” Ona: „Ja nie rozumiem? Ty za to pojmujesz wszystko w lot! Koń by się uśmiał.”

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.