Blog naukowy z Warszawy. Zdobądź edukację z języka francuskiego, nauki gry na perkusji!

Teraz jesteśmy parą!

Ci, którzy się kochają, prawdopodobnie odnajdą znowu te zamki na lodzie, które budowali na początku miłości. W żadnym związku nie uniknie się w końcu tego pytania: „Tak czy nie?”. „Tak” – widzimy przed sobą wspólną przyszłość i decydujemy się iść wspólną drogą. „Nie” – ten związek nie dał niczego nam obojgu, rozstajemy się.

Decyzję tę podejmuje się szybko, czasem nawet bez namysłu. Większość par traktuje ją serio. Czasami zapada ona po miesiącach lub nawet latach. Nic w tym dziwnego, bowiem procesy decyzyjne nie przebiegają u obojga partnerów jednakowo. Ciągle zdarza się, że „nie” jednego partnera przeciwstawia się gwałtowne „tak” drugiego, że ten, który chciał rozstania cofa swoją decyzję, żeby dokonać jeszcze jednej próby. Przede wszystkim zaś decyzja wyboru partnera do długotrwałego związku lub nawet na całe życie jest tak doniosła, że trzeba ją dokładnie przemyśleć.

Oczywiście można się rozstać, rozwieść, ale z reguły nie bierze się tego pod uwagę. Co decyduje o tym, że ludzie mówią sobie „tak”? Aby zdać sobie z tego sprawę, musimy wrócić myślami do początków naszej miłości. Na początku był wzajemny zachwyt i podziw bez zastrzeżeń. Jemu podobała się w niej koncentracja, spokój i prostolinijność. Jej w nim jego spontaniczność – to był ktoś, kto o północy wyruszał z Monachium do Salzburga, żeby tam spędzić pół godziny w najwytworniejszej kawiarni. W Monachium byli z powrotem akurat przed rozpoczęciem pracy. Zupełny obłęd! A może ktoś uważa, że w nocy powinno się spać?

Później nadeszła jednak faza przekształcania i nastąpiło odczarowanie ukochanego/ukochanej. Ta okropna kłótnia, która zaczęła się od błahostki, a przerodziła się w prawdziwy kataklizm. Ona przyrządzała właśnie tort na wieczór – mieli iść na składkową prywatkę. On wpadł tanecznym krokiem do kuchni, objął ją i zaproponował: „Wiesz, zostaw to pitraszenie. Polecimy do kina!” Ona, z rękami w mące, obstawiona miskami z jajkami, kremami i przyprawami wyszła z siebie. Dla niego było to zupełnym zaskoczeniem, ale w rzeczywistości konflikt narastał już od jakiegoś czasu. Od dawna już irytowała ją jego niestałość, niepokój i niemożność pogodzenia się z koniecznością chwili – odwrotna strona jego spontaniczności. Długo ukrywała swoje niezadowolenie, a teraz wreszcie dała mu upust. Dla niego jej wybuch równał się upadkowi z obłoków na ziemię, przed którym bronił się rękami i nogami. Przypomniał, że zdobył ją właśnie impulsywnością. Następnie obwinił ją o zdradę i o to, że już go nie kochała. W końcu stwierdził, że jej sztywność staje się dla niego kulą u nogi.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.